nieweszles

Ideały

Naszego syna wychowujemy oboje. Oboje tak samo dobrze wiemy jak ważne jest niedopuszczenie do odparzenia, podania witaminy D czy zrobienia zdrowego obiadu. Od początku obowiązkami dzielimy się po równo. Jeśli chodzi o aspekt czysto praktyczny to nigdy nie miałam wątpliwości co do tego jak powinien wyglądać podział obowiązków w domu – z dziećmi czy bez, ale jeśli chodzi o tzw. obowiązki domowe lubię o podziale zadań myśleć w kategoriach dobrowolności w sensie: rób to co robisz lepiej, co sprawia ci mniej nieprzyjemności albo może to co lubisz. Wiecie, ja na przykład uwielbiam prasować, więc spokojnie może to być na mojej głowie. I tak dalej. 

Ale od momentu pojawienia się dziecka ilość obowiązków urosła tak bardzo, że nie wyobrażam sobie, żebyśmy nie robili wszystkiego co się da wspólnie, pracując nad tym, żeby każde z nas mogło też odpocząć, pójść na wuef albo spotkać się ze znajomymi. Jest też aspekt emocjonalny – to że oboje w równym stopniu zajmujemy się dzieckiem buduje od początku fajną i głęboką relację z obojgiem rodziców. 

Mój rap to moja rzeczywistość, czyli przykład z życia

Julo na początku nie był zbyt wielkim miłośnikiem wózka. Nosiliśmy go więc w chuście. Była późna wiosna, potem lato, piękna pogoda – chcieliśmy dużo wychodzić, a chusta była wybawieniem. Nosiliśmy na zmianę. Kiedy to ja miałam Julka w chuście w dziewięciu przypadkach na dziesięć znalazła się jakaś osoba, która miała mi coś do powiedzenia na ten temat. Przyznam szczerze, że było to dla mnie dosyć zaskakujące, bo wszędzie wokół tyle mi mówiono o korzyściach z chustowania, że byłam pewna, że jest to zupełnie powszechne zjawisko, które nikogo nie dziwi.

Najczęściej osoby wyrażały opinię na temat tego, że dziecko na pewno nie ma czym oddychać lub niepokoiły się o warunki termiczne. Bo wiadomo, w kraju w którym w lecie zakłada się dzieciom rajtuzy, kapuzy i czapki nie jest łatwo. Ale ja nie o tym, bo ten akurat temat jest przewałkowany wzdłuż i wszerz (ale ja nadal jestem na etapie WTF).

Bo sympozja, które komentowały to czy powinnam nosić swoje dziecko tak czy inaczej kompletnie inaczej zachowywały się kiedy to samo dziecko, w tych samych ubrankach i bezczapkach i tej samej chuście było przywiązane do swojego taty. Wtedy jedyne reakcje z jakimi się spotykaliśmy to maślane oczy, słodsze niż miód uśmiechy i zachwyty nad tym jakie to wspaniałe i niesamowite, że ojciec niesie swoje dziecko. Na takie same reakcje mogliśmy liczyć w każdych innych okolicznościach.

Ja kudłaty, durnowaty, nie wiedziałem co to taty

Były też sytuacje odwrotne, kiedy to sugerowano nam, że to ja, mama, lepiej uspokoję Julka np. podczas szczepienia. Na początku wymienialiśmy zdziwione spojrzenia, bo dla nas nie istniał taki podział i każde z nas miało swoje myki na płacz (poza oczywistym karmieniem piersią ;). 

Coraz więcej naszych kolegów decyduje się zostać ze swoim dzieckiem w domu. Stało się to w zasadzie powszechne w naszym otoczeniu. Powody bywają różne – dziewczyny chcą szybciej wrócić do pracy, ich pensja jest wyższa (a na macierzyńskim otrzymujemy 80% ostatniej pensji), muszą już wrócić do pracy po macierzyńskim, a rodzina nie jest jeszcze gotowa na żłobek. Widzę, że w moim otoczeniu dokonuje się wspaniała zmiana – ojcowie są obecni w życiu swoich dzieci w okresie przed postrzyżynami, kiedy nie da się jeszcze razem kopać w piłkę albo jeździć na nartach, za to trzeba nosić w kółko na rączkach, gotować kaszki, a zabawa z piłką może co najwyżej kończyć się na kulaniu jej pod meble. 

Za to dziewczyny coraz częściej odważnie i głośno mówią, że chcą całego życia, a więc i rodziny, i pracy, i odpoczynku. I jeśli obok nich jest partner, to jego rola nie powinna polegać na przeklętym POMAGANIU w domu, tylko pełnym współuczestniczeniu w jego życiu i organizacji, a to oznacza myślenie o tym, że skończyło się masło, myciu kibla i gotowaniu kaszek.

Wiem, że bywają różne sytuacje życiowe i zawodowe i ten model nie zawsze uda się w pełni realizować (praca na zmiany, częste wyjazdy służbowe), ale nie wierzę, że nie da się stworzyć równych i sprawiedliwych warunków dla wszystkich domowników.

Trzymam kciuki za wszystkie mniej i bardziej doświadczone rodziny, żeby próbowały budować równościowe relacje, a wtedy może przestanie ludzi dziwić tata umiejący obchodzić się ze swoim dzieckiem 🙂

To pisałam ja, Nata.