Ostatnimi czasy bardzo popularne jest stwierdzenie, że teraz jest tzw. „rynek pracownika” co ma oznaczać, że teraz to pracownicy dyktują warunki a nie na odwrót. I rzeczywiście jeszcze kilka lat temu bezrobocie było bardzo duże i pracodawcy mogli przebierać w CV i nawet za małe pieniądze złowić wykwalifikowanego pracownika. A teraz w niektórych branżach (nie ośmieliłabym się powiedzieć, że we wszystkich) pracodawcy narzekają na brak chętnych do pracy, czasem przez kilka miesięcy dostaną jedno lub dwa CV.

Myślę, że hasło „rynek pracownika” został wymyślony przez pracodawców, żeby zasygnalizować że jest problem z rekrutowaniem pracowników. Czy rzeczywiście jest tak mało chętnych do pracy czy problem leży gdzie indziej?

Z własnych doświadczeń i z opowieści znajomych poszukujących pracy wiem, że bardzo często jest tak, że lista wymagań pracodawcy jest bardzo długa, ale wysokość zarobków już niestety nie jest tak imponująca. Bo odpowiedzmy sobie szczerze czy osoba wykwalifikowana spełniająca wszystkie wygórowane wymogi pracodawcy będzie chciała pracować za najniższą krajową lub za niewiele więcej? Myślę, że nikt nie naje się i nie spełni swoich potrzeb, za tzw. pracę w młodym, dynamicznym zespole.

Inna sprawa to to, że są pracownicy którym się po prostu nie chce pracować i tylko chcą odbębnić te 8 godzin wypełniając swoje obowiązki najmniejszym nakładem pracy. I bez względu na to co pracodawca by im zaproponował nic by to nie zmieniło.

Ja, mieszkając w dużym mieście, w którym nie ma problemów z pracą od dawna, żyję w poczuciu, że jest jakiś zakres, w którym mogę być podmiotem w rozmowie z potencjalnym pracodawcą. Ale doskonale pamiętam jeszcze czasy kiedy wcale tak nie było, a umowa o pracę była jakimś świętym Grallem. Cieszę się, że warunki pracy się w wielu obszarach ucywilizowały, ale wciąż jest wieeeeele do zrobienia.

Raz zostałam zatrudniona na umowę o pracę dla pracowników tymczasowych. Były to moje początki na rynku pracy, zupełnie nie brałam pod uwagę ograniczeń wynikających z tego typu umowy (np. tygodniowy okres wypowiedzenia), po prostu chciałam i musiałam mieć stałą pracę. Praca była w miarę znośna, choć zupełnie nie z mojej bajki, niemniej jednak szybko zaczęłam się rozglądać za czymś co lepiej będzie dopasowane do mojego profilu zawodowego. Kiedy się udało, okazało się, że tygodniowy okres wypowiedzenia był mi bardzo na rękę i był dużym problemem dla byłego pracodawcy, bo w ciągu tygodnia zmieniłam pracę na nową. Oczywiście wielkie korpo nie upadnie z tego powodu, ale był to kłopot dla żuczków, które musiały przeorganizować swoją pracę w trybie ekspresowym. Jednocześnie czułam, że skoro przez rok nikt nie zmienił tej umowy na „zwykłą”, jeśli wszyscy godzą się na takie naginanie prawa pracy etc. to teraz moją najmniejszą formą oporu będzie potraktowanie takiej umowy w 100% dosłownie. Ta historyjka ani nie jest hardkorowa, ani nie najgorsza z tych które mogłabym opowiedzieć o świecie pracy, ale jest dla mnie wspomnieniem, które uświadamia mi moment zmiany na rynku pracy, bo po tym nikt nigdy nie zaproponował mi jakichś szemranych układów, dostawałam umowy na czas nieokreślony, normalne pensje i sensowne benefity (a więc opieka medyczna, a nie owocowe wtorki). Lucky me.

Pokutuje w Polsce mit pracoDAWCY i roszczeniowych pracowników, na których pensje tenże dawca musi wypruć sobie żyły. Jak to piszę, to się denerwuję, więc powiem tylko, że każda aktywność jest sumą potencjałów osób ją wykonujących. Jeśli kiedykolwiek wyobrazimy sobie, że jesteśmy matkami i ojcami jakiegoś projektu w całości, to znaczy, że jesteśmy straceni 😉 Dopóki nie zostaliśmy w pełni zastąpieni przez roboty, to wciąż to funkcjonowania CZEGOKOLWIEK potrzebni są ludzie oraz system, w którym interesy pracownic i pracowników są chronione, prawa usystematyzowane, relacje z pracodawcą ucywilizowane. Nigdy na przykład nie zrozumiem, jak to możliwe, że rodzice chcą płacić nianiom najniższą krajową (albo i mniej, wiadomix). Osobom, którym oddają pod opiekę swoje dzieci, najczęściej w swoim domu chcą płacić najniższą możliwą pensję. Jest to dla mnie szczególny sygnał, że skoro w tym delikatnym obszarze dominuje takie myślenie o relacji pracownica-pracodawca, to nie będzie lepiej, kiedy twoja praca to sprzedaż produktów czy przewóz paczek. Dlatego tak bardzo ważne jest wzmocnienie Państwowej Inspekcji Pracy, poszerzenie świadomości o prawach pracowniczych i związkach zawodowych oraz edukacja ogólna, która pozwoli szybciej obalić w naszych głowach tę wtłoczoną nam wyższościową narrację neoliberalną.