Ostatnio będąc w Rossmanie rzuciła mi się w oczy niemiecka farba do tkanin Simplicol. Jako, że większość naszej szafy zajmują czarne ubrania i wielu z nim przydałaby się taka forma „ożywienia” koloru wzięłam ją bez wahania i przychodzę dzisiaj do Was z moimi wrażeniami po pierwszym użyciu tej farby.

Opakowanie:

Prosty kartonik zawierający wszystkie potrzebne informacje w języku polskim, instrukcję, buteleczkę z barwnikiem oraz utrwalacz koloru.

Jedno opakowanie wystarcza na około 600 g materiału co odpowiada 4 koszulkom lub 1 parze dżinsów lub 1 ręcznikowi kąpielowemu. Hmm…trochę słabo jak dla kogoś kto ma dużo czerni w swoich szafach, ale z drugiej strony nie każde z ubrań, które mamy, wymaga takiej interwencji kolorystycznej natomiast zaliczam to do minusów, których oprócz tej kwestii nie zobaczymy wcale:). Producent zaznacza, że w przypadku większej ilości prania efekt barwienia będzie jaśniejszy, co na pewno w przyszłości wypróbuję.

Cena jednego opakowania to 29,99 zł w Rossmanie ale oczywiście w drogeriach internetowych również możecie je znaleźć ( najtańsza cena jaką mi się udało znaleźć to 25,90 zł na Allegro)

O czym musicie pamiętać?

Farba będzie łapać tkaniny z bawełny, lnu, wiskozy oraz tkaniny mieszane. Pamiętajcie, że materiały syntetyczne się nie zafarbują, więc szkoda kasy na spróbowanie czy akurat Wam się to uda czy nie:)

No to jak już wszystko teoretycznie wiemy, to przechodzimy do działania!

Jako obiekt testowy wybrałam czarny ręcznik kąpielowy (notabene zważyłam go na wadze kuchennej i ważył dokładnie 600 g – ma się to wyczucie!). Ręcznik był czysty i suchy – tkaniny z plamami mogą nierównomiernie łapać kolor.

Wrzuciłam ręcznik do pralki, a na niego postawiłam odkręconą buteleczkę z barwnikiem oraz rozcięty woreczek z utrwalaczem, a następnie ustawiłam pranie na syntetyki 40 stopni bez prania wstępnego.

Widok początkowy był przerażający, bo pralka wypełniła się czarnym płynem w całości, zakrywając również uszczelki, ale wszystko poszło zgodnie z planem i obyło się bez żadnych szkód:)

Po skończeniu programu puściłam kolejny program już z dodatkiem kapsułki do prania i voila! Ręcznik jak nowy!

Efekt?

Widać gigantyczną różnicę! Nie zawsze trzeba wyrzucać i spisać na straty spłowiałe lub stare ubranie, zwłaszcza jeśli go bardzo lubiliście. W ofercie widziałam, że firma oferuje aż 18 kolorów, więc jak ktoś chce totalnie zmienić kolor tkaniny, to myślę że warto tego spróbować ( np. na przepiękny turkus). Ja zostaję przy czerni i na pewno przetestuję jeszcze farbę do kilku T-shirtów, które wymagają lekkiego odświeżenia koloru. Kiedyś farbowanie tkanin zajmowało kilka godzin, teraz cały „zabieg” zajmuje w sumie 2 prania podczas których możemy się zrelaksować z dobrą kawką i ulubionym serialem. Czego chcieć więcej?